Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PL. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PL. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 maja 2014

060. PL #13 #14 #15 #16.

Cześć! Jak się macie? U mnie wszystko po staremu. Nadrabiam PL z zawrotną szybkością. Jestem już TYLKO 2 i pół tygodnia w plecy ;) Tłumaczę się, że czekam na koszulki i kity od Becky Higgins, które zamówiłam sobie już jakiś czas temu, ale sami dobrze wiecie jak to jest z tymi tłumaczeniami. Ratuje mnie chyba tylko fakt, że naprawdę skończyły mi się koszulki ;)

Hi! How are you? Same old, same old for me. I’m catching up with m PL. Now I’m ONLY 2 and a half weeks late ;) I justify myself saying that I’m still waiting for the pockets and kits from Becky Higgins, which I ordered a while ago, but we all know how’s it with justifying yourselves. I really run out of pockets though.



Dzisiaj pokazuję Wam zatem trzy kolejne strony z mojego PL, w których zawarłam 4 tygodnie. Czasami mam tyle pracy, że prawie nic się nie dzieje ;) Tak jak pisałam wcześniej, najgorsze miesiące do marzec i kwiecień, bo wtedy wszystkie konferencje, publikacje i odczyty. Człowiek zapomina jak się śpi ;)

Today I want to show you three more pages of my PL, which cover 4 weeks. Sometimes I have so much works to do that, apart from the work, nothing really happens ;) As I wrote earlier, the worst months are March and April, cause it’s the season of conferences, publications and lectures. One forgets how to sleep ;)


W sumie najmniej zadowolona jestem z rozkładówki wielkanocnej, bo było mało zdjęć i jeszcze mniej pomysłów, ale zdarza się ;)

All in all I’m entirely satisfied with the Easter page, cause I had just a few photos and even less ideas, but well... happens ;)


Miłego dnia! 

Have a nice day! 

wtorek, 1 kwietnia 2014

055. PL #10 #11 #12.

Cześć! Chciałam to wrzucić jeszcze w marcu, ale, jak to zwykle bywa, miałam trochę spraw na głowie. Z PL jestem PRAWIE na bieżąco, co jest, w moim (beznadziejnym) przypadku, niesamowite. Tak, są takie momenty, że zastanawiam się czy przypadkiem nie porwali mnie kosmici ;)

Dziś trzy kolejne karty – jedna dwutygodniowa, sponsorowana stagnacją i siedzeniem głównie nad książkami/wykładami/źródłami w domu. Miałam tyle do roboty, że właściwie zapomniałam o robieniu zdjęć...



Natomiast dwie kolejne strony poświęciłam wspaniałemu tygodniowi, kiedy M. zaprosił mnie na kilka dni do Monachium. Miałam odpocząć, ale obłaziliśmy się po mieście jak szaleni, więc wróciłam jak po maratonie. Ale było warto! Pogoda cudowna i tyle wspaniałych rzeczy do zobaczenia!  :)


Kiedy zabierałam się za PL , to myślałam sobie: „ooo! jakie to proste! kieszonki są! zdjęcia powkładam, opiszę! i będzie wsio!”. Tak właśnie. Tak myślałam. Bo to wcale nieprawda. Przynajmniej w moim przypadku... Jak patrzę sobie na prace Magdy Mizery albo Antilight, to wszystko jest takie minimalistyczne, ładne i składne. A ja siedzę nad tymi koszulkami/kartami/zdjęciami godzinami i przekładam. A może zielony. A może niebieski. A miałam gdzieś taki pomarańczowy, co by może pasował. A tutaj tak pusto. A gdzie ja posiałam tekturki... I tak dalej, i dalej ;P



Z oburzenia zrobiłam wczoraj nowy notes na ściegu koptyjskim ;) Pokażę jak skończę ozdabiać okładkę ;)



Miłego dnia! ;)


wtorek, 18 marca 2014

052. PL #7 #8 #9.

Project Life, jak widać, robię partiami, bo albo nie mam czasu przysiąść nad papierkami, albo nie mam czasu odebrać zdjęć, albo znajdzie się jeszcze inna wymówka ;) Ostatnie trzy strony popełniłam już w zeszłym tygodniu, ale albo nie było czasu zrobić zdjęć, albo było za ciemno... Kraków nawiedziła w ostatni weekend jakaś wyjątkowo listopadowa pogoda ;) Na szczęście (lub na nieszczęście) przesiedziałam ją w domu próbując skończyć wszystkie projekty, których się ostatnio podjęłam, a jest ich dużo! Ale powoli wychodzę na prostą ;)

Tydzień około święta walenia-tynków spędzony prawie w całości na wyjściach z przyjaciółmi, którzy nagle zjechali do Krakowa. :) 

Tydzień zakopywania się w książki i mniej lub bardziej udanych prób powrotu do rysowania... (Tak dawno tego nie robiłam! A przecież kiedyś to było moje ulubione zajęcie!)

Szalony wyjazd do Warszaaawy! 


Miłego dnia! 

czwartek, 20 lutego 2014

048. PL – week #6.

Dobra, dobra. Zdjęcia robiłam w pośpiechu, susząc w międzyczasie włosy, pakując torebkę i robiąc makijaż. Musicie mi wybaczyć ;)


Jak minął Wam ostatni tydzień? Ja praktycznie na nic nie miałam czasu, bo do Krakowa nazjeżdżała się masa moich znajomych i z każdym trzeba było skoczyć na kawkę/herbatkę/piwko/film ;) Nie powiem, trochę odpoczęłam ;)


Ale jestem też troszkę do tyłu z PL. Dziś tydzień numer sześć – robiony trochę na szybko, ale z wizją użycia ograniczonej liczby kolorów. Co Wy na to?



Miłego dnia!


niedziela, 9 lutego 2014

046. PL – weeks #2 #3 #4 #5.

Jak mija Wam luty? W Krakowie chwilowo wszystko topnieje, więc jest dość słonecznie, ale za to mało malowniczo, bo głównie błoto. I jeziora kałuży. I jeszcze błoto... Ostatni tydzień spędziłam głównie na uczelni – wysiedziałam się za wszystkie czasy na egzaminie ustnym i próbowałam uspokajać nieskończone rzesze studentów, którzy na widok mojego promotora dostają palpitacji. Ewentualnie ataków padaczki. Ludzie przejmują się jednym, głupim egzaminem, jakby od tego miało zależeć ich życie... Czy naprawdę warto dla czegoś takiego, nerwicowo obgryzać paznokcie, nie spać po nocach i rwać włosy z głowy? ;)


Historia z moim PL zaczęła się tak naprawdę rok temu, kiedy zakładałam bloga i podpatrzyłam (chyba u Anniko?), że coś takiego w ogóle istnieje. Wtedy nie podjęłam wyzwania, bo doszłam do (słusznego) wniosku, że robię za mało zdjęć. Myślę, że dalej jakoś specjalnie dużo ich nie robię... ;) Ale sam pomysł na PL siedział mi w głowie, więc przez cały zeszły rok, naoglądałam się wszystkich możliwych odmian i sposobów, jak taki PL wykonywać. W tym roku zaczęłam od zrobienia pierwszego tygodnia w formie LO, ale zajęło mi to tak potwornie dużo czasu (nigdy nie byłam dobra w kompozycjach ;P), że, ostatecznie, zdecydowałam się „pójść na łatwiznę” i zamówić ze sklepu koszulki. Naczekałam się na nie jak głupia, ponieważ moja magiczna Poczta Polska nie wpadła na pomysł, żeby zostawić mi w skrzynce awizo (ani pierwsze, ani powtórne) i gdyby nie przypadkowy zbieg okoliczności, to odesłali by moje papierki z powrotem do nadawcy...

Skończyło się na tym, że ten weekend spędziłam na nadrabianiu wszystkich poprzednich tygodni. W sumie nie wiem, czy dobrze zrobiłam, bo przez to wyszło jak wyszło, ale przynajmniej jestem teraz na bieżąco ;) Zapamiętać na przyszłość: NIGDY, ale to PRZENIGDY nie zostawiać sobie PL do nadrobienia, bo człowiek może rytualnie popełnić samobójstwo poprzez utopienie się w kubku kawy.


Na razie wykorzystałam pionowe, sześciodzielne koszulki, bo akurat miałam zdjęcia (nie zamawiałam ich z myślą o konkretnej rozkładówce), ale do przyszłego tygodnia mam zamiar spróbować czegoś nowego ;) Zobaczymy, co z tego wyjdzie!



Miłego dnia!


P.S. Wypadałoby się wziąć za coś na ogólnoświatowy dzień walenia tynków...