Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recycling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recycling. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 maja 2013

022. Rec(yclingowy) journal.


Przede mną calutki tydzień przerwy! Żadnego siedzenia w bibliotece! Żadnego przygotowywania wykładów! Potem na kilka dni jadę do domu, bo nie byłam nad morzem już jakieś pół roku, wracam, przepakowuję się, wyciągam wszystkie zaskórniaki i modlę się, żeby starczyło mi do Monachium i z powrotem. W sumie bardziej martwię się tym jak tam dotrzeć na czas (niedzielny koncert Springsteena), bo wracać to mogę nawet z buta ;) Plany na maj, jak widać, prezentują się śpiewająco :) Co do czerwca mam jednak dylemat... Zlot warszawski wypada niestety w ten sam weekend, w który organizowany jest krakowski TattooFest. Trudny wybór. Tym bardziej, że będzie kilka moich ulubionych, skandynawskich artystów. Eh, dlaczego nie mam zdolności bilokacji?

Dzisiaj przedstawiam Wam mój twór sprzed kilku ostatnich dni – recyclingowy journal. Zawsze, kiedy gdzieś się wybieram, to przywożę ze sobą tony makulatury (ulotek muzealnych, różnych leafletów, mapek, pocztówek, biletów...), które później leżą sobie w teczkach i zbierają kurz, bo zasadniczo niewiele z nimi można zrobić :) Ostatnio zauważyłam, że triumfy święci smash, więc wpadłam na pomysł, żeby zrobić właśnie recyclingowy journal z kopert, ścinków papierów i chociaż części tej makulatury, która przywiozłam ze sobą jakieś 2 lata temu z Wiednia.


Wyszło jak wyszło ;) Jestem troszkę niezadowolona z tego, że krzywo poprzyklejałam taśmę (hurra! dla moich dwóch lewych płetw!!!), ale mam nadzieję, że jak zacznę wypełniać zeszyt, to jakoś odwróci się od tego uwagę ;)


Journal ma około 40 stron, ale część z nich to posklejane bilety, więc myślę, że kiedy skończę całość, to jeszcze będzie się zamykał :) Grzbiet jest szyty, więc mam nadzieję, że się zbyt szybko nie rozpadnie! (Prawda?)


Tymczasem muszę się wybrać się na zakupy, bo dostałam zamówienie na dwie kartki komunijne i mam zero pomysłu. I zero białych papierów i dodatków, które można by było wykorzystać. Ha. Haha. Nie no, naprawdę muszę coś wymyślić...

Zatem kawa! I prysznic! I już mnie nie ma! Pozdrowienia! :D