Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scrapy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scrapy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 stycznia 2013

006. Now... bring me the horizon! – challenge.


For the challenge at Once Upon A... Sketch. :) 


My first ever LO 30,5 x 30,5 cm. I do feel better while working on something smaller though ;)







Based upon this:

wtorek, 22 stycznia 2013

005. Love is weird – „kopertówka”.


Jeżeli kogoś interesuje jak było we Wrocławiu to...no park mają niezmiennie bardzo ładny, nawet w temperaturze odczuwalnej minus siedemset. To by było na tyle Wrocławia w ciągu dwu-i-pół dniowej wyprawy, gdzie zdecydowanie większa część czasu poświęcona została na plotkowanie w czterech ścianach i tłumaczenie psu Kero, żeby odstąpił pokojowo od niezmordowanych prób lizania mnie po twarzy. K. natomiast w Kojocie się zakochał i wrócił do domu z postanowieniem, że przygarniamy amstafiątko, chociaż ja tam kocham się platonicznie w labradorach i owczarkach niemieckich. A w ogóle to marzy mi się kot w tym naszym przyciasnawym mieszkaniu. Kot albo królik, tylko strzeżcie się wtedy wszystkie kable! (Szczególnie te od internetu...)
Dzisiejsza praca to znów coś kompletnie z innej beczki. Przeglądając blogi już nie raz trafiłam na prace tworzone na szarych kopertach lub papierowych workach, które kojarzą mi się przede wszystkim z czereśniami i śliwkami kupowanymi na rynku. Jako, że zostało mi jeszcze kilka kopert, które nijak nadają się do wysyłania kartek (znając dobrze realia poczty polskiej od dłuższego czasu używam jedynie tych z folią bąbelkową), a papiery zamówione z Lemonade jeszcze nie dotarły, zdecydowałam, że można (a nawet trzeba!) zaszaleć :)
W sumie praca, co tu dużo mówić, rocznicowa. Początkowo chciałam wykorzystać jakieś wspólne zdjęcie, ale ostatecznie wyżyłam się artystycznie na portrecie K. Wcale nie jest na nim do siebie podobny, ale co tam. Stuknął nam kolejny rok, a skoro nie oblewamy tego szampanem, to chociaż scrapa zrobię ;)
Kluczyk i kółka zębate są oczywiście z Wycinanki, natomiast papiery to w większości Songbird Collection od Primy, resztki Summer Kitchen od UHK i bodajże jakieś ścinki z kolekcji Graphic45. Poza tym zalany i pożółkły Portret Doriana Gray’a. Aż wstyd się przyznawać...
Cytat z Salome Oscara Wilde’a - ... le mystère de l'amour est plus grand que le mystère de la mort. W sumie jeden z moich ulubionych cytatów o miłości. I wcale nie dlatego, że po francusku ;)

czwartek, 10 stycznia 2013

001. Postanowienia noworoczne.



Popijam pierwszą kawę i zastanawiam się, co można by napisać na dzień-dobry. K. znowu skręcił kaloryfery, więc siedzę pod jednym z najbardziej obciachowych koców w panterkę i próbuję sobie rozplanować czas do końca stycznia. Nigdy nie byłam specjalną fanką kalendarzy (to znaczy i owszem, co roku takowy kupowałam, zapełniałam cytatami z książek, a potem stawiałam na półce obok poprzednich i nigdy więcej po niego nie sięgałam), ale dzisiaj wyjątkowo zapełniam kolejne strony strzałkami, punktami, podpunktami, adresami, numerami telefonów i wszystkim innym, co (jak sądzę) ułatwi mi ogarnięcie miliona spraw, które mam na głowie... Tylko dlaczego, do diabła, zakładam jeszcze bloga?!

W sumie sama ta idea nie znalazła się wśród moich postanowień noworocznych (spędzanie więcej czasu w bibliotece i robienie konstruktywnych, logicznych notatek, przygotowywanie wykładów wcześniej niż na wieczór przed zajęciami, chodzenie spać przynajmniej przed pierwszą w nocy, jedzenie śniadań...), ale jest luźno powiązana z zamiarem poświęcania większej ilości czasu na robienie rzeczy, które sprawiają mi przyjemność (i oczywiście nie mam tu na myśli czekolady!). Mniej więcej rok temu zainteresowałam się robieniem artystycznych kartek, później scrapbookingiem, aż wreszcie szyciem zeszytów i majstrowaniem albumów. Od zawsze robiłam na drutach i szydełku, od zawsze coś tam bazgroliłam czy bawiłam się w nader przekombinowane pakowanie prezentów (które niejednokrotnie doprowadzało solenizantów do szewskiej pasji), ale miało to przeważnie jakiś cel praktyczny (czapka/szalik/pokrowiec) lub spowodowane było wszechogarniającą nudą (szczytowym okresem były lata spędzone w liceum, gdzie w ciągu miesiąca potrafiłam zasmarować po brzegi pokaźnych rozmiarów szkicownik). Jednak komponowanie, wycinanie, przyklejanie, walka z klejem Magic (nie dorobiłam się jeszcze pistoletu), malowanie, przypinanie, koślawe obszywanie (sytuacja z maszyną do szycia prezentuje się podobnie jak kwestia pistoletu), stemplowanie czy wreszcie moczenie w kawie, sprawia mi radość odwrotnie proporcjonalną do przydatności obiektu mojego kultu. A poza tym, powiedzmy sobie szczerze, i tak spędzałam długie godziny szperając bezczelnie po obcych blogach w poszukiwaniu inspiracji... Dlaczego więc nie spróbować samemu?

Nadchodzi taki czas, że nawet najbardziej leniwy na świecie człowiek (czyt. moi) chce powrócić do starych, dobrych nawyków blogowania – czynności niepraktykowanej od połowy dekady (ach! jakże patetycznie może zabrzmieć liczba lat pięciu!). Żeby tak tylko mieć mobilizację i pisać dwa-trzy razy na miesiąc tydzień! Zegar tyka. Zatem z uporem (na jaki może się zdobyć tylko kobieta) powrócę niebawem. Tymczasem idę oddać się zdecydowaniem mniej porywającemu zajęciu jakim jest zanurkowanie w książki i zgłębianie prehistorii Indii (czy też, bardziej poprawnie – terenów Azji Południowej). Wydaje mi się, że kolejna kawa jest tylko kwestią minut... ;)




Początkowo, bez cienia wstydu będę chwalić się starociami. Dzisiaj prezentuję zatem dwie kartki wykonane w grudniu niekoniecznie z okazji okołoświątecznej. Zdjęcia nienajlepszej jakości, bo robione późną nocą ;) Jeżeli chodzi o papiery, to są to w dużej części kolekcje Place in Time i Olde Curiosity Shoppe od graphic45. To znaczy tak mi się wydaje, bo jeszcze do niedawna nie zwracałam na to odpowiednio dużo uwagi ;) Zdaję sobie sprawę, że z prac przebija ich płaskość, ale to się wytnie ;)