Pokazywanie postów oznaczonych etykietą to-do. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą to-do. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2014

049. Dzień Dobry Marzec.

Czas zdecydowanie mija zbyt szybko, kiedy spędza się go w bibliotekach, buszując po zakurzonych półkach w poszukiwaniu dawno zapomnianych książek o historii XVI-wiecznego włoskiego jedwabiu. A tu proszę – już marzec. Czas więc na kolejne strony i kolejne postanowienia.


Patrząc na listę 28 małych kroczków, które zadałam sobie na luty, muszę przyznać, że jestem encyklopedycznym przykładem leniwca i prokrastynacji (nie, żeby to była jakaś nowość ;)). Odhaczyłam tylko 12 pozycji. Wstyd i hańba, bo to nawet nie połowa. Chociaż, z drugiej strony, jestem dumna, że udało mi się zrobić przynajmniej te 12 rzeczy. Wróciłam do rysowania i przypomniałam sobie jaką to sprawia radość ;) Ewolucja następuje. Jeszcze dwa miesiące i może, przy dobrych wiatrach, dotrę do mojego własnego plejstocenu ;)


Tymczasem mosia m. nominowała mnie w liebsterowym wyzwaniu (dzięki, kochana! <3), więc pozostaje mi odpowiedzieć na zadane przez nią pytania :)

1. optymista czy realista? Szklanka jest do połowy pełna. Ale co to za płyn to już zupełnie inna historia... ;P

2. film, który możesz oglądać w nieskończoność? Stare Gwiezdne Wojny.

3. ranny ptaszek czy nocny marek? Powiedzmy po prostu, że kocham spać i jakbym mogła, to wzięłabym ślub ze swoim łóżkiem ;)

4. Twój największy skarb? Zdjęcia, wspomnienia i szalone historie z wyjazdów.

5. nie cierpię...? Mojego lenistwa.

6. kocham...? Tańczyć do starego bluesa, kiedy nikt nie patrzy.

7. najpiękniejsze miejsce na ziemi? O łóżku już było... To może... Siena? I chyba każde miejsce, gdzie jest na tyle ciemno, że można położyć się na ziemi i oglądać gwiazdy .

8. ulubiona książka? Paragraf 22. W drodze. Rzeźnia numer 5.

9. smak dzieciństwa? Naleśniki mojej mamy.

10. kawa czy herbata? Kawa. Najlepiej w kroplówce. Dożylnie.

11. Twój największy sukces? Mam nadzieję, że jeszcze przede mną ;)

Co prawda zasady mówią, że nominacji ma być 11, ale moje są tylko trzy: Jola, Kerowyn i Muszelia :)

A oto Wasze pytania: 1. w szare, deszczowe dni sięgam po...? 2. zaczęłam scrapować, bo...? 3. ulubiona płyta? 4. a gdyby tak na świecie miały zostać tylko 3 kolory? 5. ulubione zdjęcie? 6. najważniejsze narzędzie? 7. nie przepadam za...? 8. muszę jeszcze odwiedzić? 9. plany czy spontaniczne decyzje? 10. podziwiam... 11. nie byłabym sobą, gdyby nie...


Miłej zabawy! :)


poniedziałek, 3 lutego 2014

045. Hello February!

Kto by pomyślał, że pierwszy miesiąc Nowego Roku minie tak szybko? Na pewno nie ja, bo przecież jestem człowiekiem, który notorycznie cierpi na brak czasu. Jednak, o dziwo, w styczniu udało mi się blogować w miarę systematycznie i to więcej niż jeden wpis na tydzień! Hurra! Jedno z postanowień zostało spełnione. Teraz tylko wypada nie wypaść z rytmu przez najbliższe 11 miesięcy ;) Oczywiście nie wszystko prezentuje się aż tak kolorowo, gdyż pomimo sterty wydrukowanych zdjęć i przygotowanych papierów, zalegam z PL... Jednocześnie nie opuszcza mnie nadzieja, że Poczta Polska może jednak nie zawali sprawy. (A zawala już z 1,5 tygodnia...) Dziwnie tak zaczynać roczny projekt od miesięcznego poślizgu. Ale nie takie rzeczy...


Dzisiaj chciałam Wam pokazać dwie prace – „bałaganiarski”, art-journalowy wpis oraz dwie pierwsze strony z journalu na comiesięczne postanowienia. Zainspirowała mnie Antilight swoim genialnym pomysłem na „zestaw planowania” ;) Może takie „małe kroczki” łatwiej będzie mi zrealizować niż wielkie postanowienia noworoczne, które w moim przypadku są przeważnie odkładane w niepamięć.


...właśnie do mnie dotarło, że od 2 tygodni nie zajrzałam do kalendarza, który miał mi pomóc ogarnąć życie.


Lutowy wpis art-journalowy, jak to w moim przypadku, wykonałam na kopercie. To chyba moja ulubiona baza na większość prac craftowych :)


Jak widzicie, koperty posłużyły mi też do zrobienia małego zeszytu na comiesięczne postanowienia ;) Mam już, co prawda, plany na luty, ale zastanawiam się jeszcze nad ozdobieniem okładki, dlatego nie pokazuję Wam tego w pełnej okazałości ;)



A Wy co planujecie na ten miesiąc?


piątek, 1 marca 2013

016. Irlandzki tag i postanowienia na marzec.


Dziś zacznę od zaproszenia-taga, które skomponowałam na około-patrykową imprezę, którą, będziemy w połowie miesiąca organizować w mieszkaniu. Na pomysł wpadliśmy razem z T. – jemu marzy się balanga z irlandzkim rockiem i takimi tam, a ja już od dłuższego czasu nosiłam się z pomysłem jakiejś imprezy tematycznej. Żeby można było zrobić dekoracje i żarełko przygotowywać pod kształt i kolor. I muffinki z koniczynkami. I kanapeczki z liśćmi szpinaku wyciętymi w koniczynki. I zielone piwo. I wódka ze skitelsów. I... Och-ach. (Na szczęście mamy w pokoju zielone ściany, to nie będę zmuszać chłopaków, żeby przemalowywali ;D).


Hekhem... No więc nadszedł marzec i czas rozliczyć się z planów i postanowień na luty. Oczywiście bywało lepiej ;) Więcej zdjęć faktycznie robiłam! Może nie jakoś specjalnie dużo, ale przez cały miesiąc uzbierałam pokaźną ilość kilkunastu, z którymi da się już coś zrobić. Przygotować wykłady... Hm... Nie wiem czy liczy się to, że zrobiłam półtorej prezentacji na siedem planowanych, ale i tak jestem zadowolona, bo przy okazji szukania przykładów historyzmów w najnowszej modzie, trafiłam na oszałamiającą kolekcję Dolce&Gabbana *_* [klik!]. Poza tym nie jąkam się już, kiedy gadam do lustra (chociaż to może równie dobrze świadczyć o jakiś zaburzeniach psychicznych ;P). Recenzja na MONOLOCO prawie napisana. W każdym razie z zapartym tchem przeczytałam niesamowitą książkę o Morzu Aralskim i szkic tekstu już jest. Na papierze! Hurra! Jeżeli ktokolwiek lubi podróżowanie to zapraszam na portal – MONOLOCO ma już rok! [klik!]. Ogarnąć scrapbookowy grajdoł – ha! Też się udało! Co prawda K. śmiał się ze mnie jak piłowałam tekturę tępym nożem, ale zrobiłam z niej pojemne segragatorki na papiery i teraz, jeżeli coś robię to nie rozkładam wszystkiego na podłodze wokół biurka! :D Tworzyć, tworzyłam :) Zresztą sami mogliście zobaczyć. Wszystkiego po trochu. Chociaż teraz czeka mnie projektowanie zaproszeń na ślub (nie! nie mój!). Muffiny zostały przez luty udoskonalone – szczególnie w wersji bananowych muffinów z czekoladą. Są boskie, nie za słodkie, ślicznie rosną i w ogóle osom! Przepis uniwersalny i bardzo chętnie się podzielę ;)

Z pisaniem podań o pracę nie było już tak dobrze, ale być może okaże się, że będzie grant na badania, a więc i zatrudnienie się znajdzie ;) Nie ruszyłam też zupełnie bibliografii do doktoratu za co mi wstyd i powinnam siedzieć w kącie z papierową torbą na głowie opatrzoną jakże trafnym słowem: LEŃ. Wycieczka do Wiednia również gdzieś tam się zawieruszyła, bo robiłam plan wakacyjnego wyjazdu do Brugii. No, a sanskryt... Do sanskrytu zasiadłam dopiero przedwczoraj, więc no... ;P

Plany na marzec prezentują się następująco:


Zestaw prosty i raczej wykonalny. No chyba, że się jest leniwcem patentowym. W sumie powinnam jeszcze dopisać, żeby nie zaglądać do krakowskiej Taniej Książki na Grodzkiej, bo bankructwo gwarantowane. I zagracenie pokoju, bo skoro skończyły się już półki to teraz powoli zaczynają się budować stosiki... ;) 

poniedziałek, 4 lutego 2013

009. To-do list na luty.


Podpatrzyłam na innych blogach i doszłam do jedynego słusznego wniosku, że skoro cały styczeń regularnie wrzucałam prace, to stworzenie listy celów na luty ma sens! (To znaczy może się udać...nawet jeśli w 25%).

I’ve seen this at several blogs and since I did accomplished my goals for January (posting my works quite regularly), I decided to make a to-do list for February. (Even if at the end of month, I’ll fulfill only 25% of them...).


# więcej zdjęć – to w sumie smutne, ale jak lata temu chodziłam ze starym, ojcowskim Zenitem, to robiłam zdecydowanie więcej zdjęć niż teraz, kiedy mam cyfrówkę i telefon. Zatem plan na luty jest taki, żeby częściej wyczołgiwać się z mieszkania i uwieczniać więcej rzeczy (nawet codziennych).
#podania o pracę – czyli, coś co miałam zrobić już w styczniu, a tak naprawdę to w przerwie świątecznej... Napisać listy do wszelkich instytucji muzealno-bibliotekarsko-szkolnych i uświadomić im jak wiele tracą.
# przygotować wykłady – przynajmniej w 70%... Coś, co absolutnie napawa mnie przerażeniem i co przesuwam z tygodnia na tydzień. Otóż w nadchodzącym semestrze będę mieć wykłady z historii ubioru na naszej jaśniepańskiej uczelni. Hej-ho zapadnę się pod ziemię... o_o
# recenzja na MONOLOCO – czyli coś, co naprawdę lubię, ale zawsze się z tym opieprzam. Muszę-trzymać-się-terminów-muszę-trzymać-się-terminów... Bo mnie zjedzą. Zatem na luty Może (Morze) Wróci albo Dziewięć Żywotów!!!
# ogarnąć scrapbookowy grajdoł – najwyższy czas, żeby wszystko posegregować i poukładać. No i wypadałoby wreszcie zrobić segregatorki na papiery...
# tworzyć! – wszystko! od podkładek pod kubki, przez kartki na scrapach kończąc. A może wziąć się nawet za kończenie portfolia tatuażowego?
#piec więcej muffinów – dla dobra ogółu mieszkania ;)
# bibliografia – oj tak... trzeba się wreszcie porządnie wziąć za doktorat...
# wycieczka do Wiednia – zaplanować! Na weekend majowy! A przede wszystkim ogarnąć jakieś tanie bilety... W sumie ten wyjazd chodzi już za nami od września, ale nigdy nie było okazji...
# regularnie uczyć się Sanskrytu – innymi słowy, być na bieżąco z tym, co tak bardzo-bardzo-bardzo chciałam robić jeszcze w październiku... O ile odpuściłam sobie hindi, to sanskryt muszę ogarnąć, choćby nie wiem co!

A na koniec kartka urodzinowa, którą zrobiłam na prośbę znajomego dla jego koleżanki. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego większość prac, zdecydowanie lepiej prezentuje się na żywo... Zdjęcia, niestety, jak widać, bo robione późnym wieczorem, więc choćbym nie wiem jak się starała, to kolory będą przekłamane ;)

And finally – birthday card that I did for my friend. I can’t quite understand why most of my cards look better live than in pictures... Unfortunately, these photos were taken late in the evening, so colors look a bit artificial ;)


Tymczasem wracam do nauki, bo został mi jeszcze środowy egzamin. Z historii. Indii. Bogowie, polegnę...

Meanwhile I’m going back to reading books, cause I have one more exam to pass on Wednesday. History. Of India. Gods, I’ll fall...