wtorek, 1 października 2013

033. Pozytywnik.

...czyli coś, czego bardzo potrzebuję w ostatnich dniach. I zdecydowanie nie pozytywka ;) Dzisiaj kolejny z notesów, które udało mi się stworzyć ostatnimi czasy! Mały (idealny do torebki, 11x7,5cm) i strasznie grubaśny (ojej, aż muszę policzyć... 144-kartkowy!). Jak widać, trochę zaszalałam ;)


Twardą oprawę obłożyłam papierem od UHK Gallery (Herbata z Malinami) i dodałam pasek „ścinkowej” skóry, który idealnie trzyma do kupy cały notes, bo, znając życie, tyle kartek przy tak niewielkim formacie okładek by się rozłaziła.


Kartki pofarbowałam kawą, dzięki czemu notes cudownie pachnie :) Było to chyba najbardziej czasochłonne zajęcie, ale wyszło zadowalająco, więc nie będę narzekać.


Tymczasem... Nowy rok akademicki, nowe pomysły na siebie, życie, wszechświat i całą resztę (scrapy, kartki, notesy, pudełka). Mam nadzieję, że tym razem nie zrobię takiej długiej przerwy w pisaniu. Mobilizujcie mnie! :)



Miłego dnia!!!

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

032. Różano-cytrynowy tort ;)

...albo po prostu kolejny urodzinowy exploding box (tak, chyba się uzależniłam). Tym razem nie na zamówienie, a raczej tworzony z powodu weny, która naszła mnie w piątek (czy właściwie już w sobotę) o drugiej nad ranem. Oczywiście to niezbity argument, aby kłaść się jeszcze później, a najlepiej prowadzić nocny tryb wampirzy (z dżemem truskawkowymi i winem jako ekwiwalentem wysysania krwi z ludzi, wiewiórek i innych, podobnych) ;)


Wiedziona jakąś nieokreśloną ambicją postanowiłam zrobić na środku tort. Widać, że godziny spędzone w podstawówce na klejeniu z tektury brył geometrycznych nie poszły na marne ;)


Papiery to oczywiście mix moich ukochanych kolekcji od Lemonade i UHK Gallery ;)


Na koniec chciałam serdecznie polecić (raczkujący) blog przecudownej Pani, której prace niejednokrotnie mnie inspirowały i mobilizowały! Koniecznie zajrzyjcie na http://jola-scrapuje.blogspot.com/ . Poniżej jej kilka prac :)




Miłego dnia, kochani!!!

piątek, 9 sierpnia 2013

031. Filcowy notes w twardej oprawie.

Ale ten czas leci! Wydawało mi się, że zupełnie niedawno wrzucałam swoją ostatnią pracę, a tu proszę! Lipiec się skończył, potem był szaleńczy wyjazd na Woodstock, a teraz mamy sierpień pełną gębą. Większość z Was pewnie wygrzewa się gdzieś na wakacyjnych wyjazdach :) Ale nie ja, co to, to nie! Roztapiam się w moim krakowskim mieszkaniu i zastanawiam się jak wsadzić komputer do lodówki (razem z sobą)... Czy wspominałam już o tym, że, pomimo odczuwalnej temperatury 40 stopni, nabawiłam się kataru?

Poza narzekaniem na cały świat, dlaczego jest tak gorąco, dlaczego tutaj i dlaczego teraz, od czasu do czasu biorę się za jakieś projekty ;) Tym razem powróciłam do mojej platonicznej miłości do książek i notesów, a może raczej do introligatorstwa (wątpliwie) artystycznego. Efektem tego jest notes formatu A6 :)


Jak dotąd bawiłam się jedynie w coptic stitch i chociaż dalej mam do niego sentyment, to przeglądając pinteresta (tak, tak, nie mam życia) trafiłam na różne inne wariacje „ściegów po grzbiecie” (czy jakkolwiek poprawnie się to nazywa) i postanowiłam spróbować ;) Wyszło jak zwykle trochę koślawo, ale w sumie efekt bardzo przypadł mi do gustu.


Okładka to nic innego jak dwa arkusze filcu, w które „wszyłam” twarde tekturowe okładki, przez co bez problemu można zapisywać strony, ale grzbiet jest miękki i wygodnie się rozkłada ;)


 To chyba tyle na dzisiaj ;) Miłego dnia!

sobota, 20 lipca 2013

030. Ślubny box bez kremu.

Kiedy zaczynałam pisać tego bloga, miałam nadzieję, że zawrotna liczba trzydziestu wpisów wybije gdzieś w maju... A tu proszę... Zdecydowanie muszę się mniej obijać! Ostatnimi czasy nęci mnie niezmiernie Project Life, ale może jeszcze nie teraz... Nęci mnie też zrobienie przepiśnika (za dużo cupcakes, które piekę gubi się gdzieś w mojej głowie), ale poczekam, może mi przejdzie ;)

Dziś mam do pokazania exploding box (tak, znowu). Ślubne, chociaż nie kremowe. Żółty jest faktycznie mało romantyczny w swoim podstawowym znaczeniu, ale cóż poradzić. Może skojarzyć się z miodem... Ja nie jestem wybitnie w romantycznym nastroju.


Papiery oczywiście z Galerii Papieru ;)

Miłego dnia, kochani!

sobota, 13 lipca 2013

029. Minionkowy box.

...bo kto nie lubi minionków? Ja jestem ich ogromną fanką, podobnie jak Czarnula, dla której to skonstruowałam takiego oto boxa na 25. urodziny. Chyba powoli zaczynam lubić te pudełka... :)


Papiery oczywiście od Lemonade z serii: After the rain. Gdybym mogła to bym pracowała tylko na tych papierach ;)



Tymczasem biorę się za boxa ślubnego. Zobaczymy, co z tego wyjdzie... No i mały bonus na do widzenia – mandarynkowa ze swoim osobistym minionem. (Tak, wiem, czas dorosnąć :D)


wtorek, 9 lipca 2013

028. Urodzinowy exploding box.

Jeżeli chodzi o exploding boxy, to wiecie, że już próbowałam i to z marnymi skutkami ;) I w sumie machnęłabym na to ręką, gdyby nie mama mojej przyjaciółki (M%), która nie robi kartek tylko cuda ;) Uzbrojona w kilka porad i masę pozytywnej energii zabrałam się więc do pracy i postanowiłam spróbować raz jeszcze. A oto efekty...


Wykorzystałam do tego cudowne papiery od Lemonade z serii: Summer Kitchen i Summer in the country, które po prostu przepięknie się komponują :)


Dalej celuję w prostotę, ale może jak się WRESZCIE zabiorę za kartki ślubne, to trybiki mi w głowie ruszą i zacznę szaleć na bocznych stronach pudełka ;)



Idę układać puzzle ;) Miłego dnia!

niedziela, 7 lipca 2013

027. Kilka kartek z journala.

Zbieram się z życiem i odbijam się od dna. Zły to czas na tworzenie czegokolwiek... Dlatego dzisiaj kilka staroci (no może nie aż takich staroci-staroci, ale z przed krachu na giełdzie uczuciowej).


Journal zrobiłam sama – koperty, kółka, tektura i stara, papierowa torba z praskiego browaru. Jeszcze nie ozdobiłam okładki, bo nie mam pomysłu, ale może niebawem się za to zabiorę.


Wpisy nieco zachowawcze, ale jakoś przeraża mnie ostatnio artystyczny nieład ;)



Wracam do pracy! Miłej niedzieli :)